Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
tayoma *Dusza powinna być białym piórem, w anielskich skrzydłach - blog4u.pl

Dusza powinna być białym piórem, w anielskich skrzydłach

:: tayoma ::

Złote myśli

Są takie chwile, gdy własne myśli są niebezpieczne dla samego siebie.
Wtedy Człowiek, boi się zostawać sam na sam. Obwinia się o wszystko, nie kiedy stara się być idealnym ponad swoje siły. Ostatnio wszystko zwaliło się na moja biedną głowę. Dwie Prace, Studia, Poród mojej przyjaciółki, wyprowadzka, i kłótnie z Ojcem. I gdyby nie wsparcie Chłopaka i mojej niewielkiej grupki zostła bym ze swymi myślami sama.

"Pukam cicho, do twych drzwi
Czekam z nadzieją,aż otworzysz mi.
Pomóż mi proszę, nie chcę bić się sama
Ze swymi myślami od wieczora do rana.

Pukam cichutko, zaglądam przez szparkę
Myśli bez kształtne, ciągną moją barkę
Czy słyszysz wołanie, ciche piszczenie
Jęki bolesne, kocie miauczenie

Otwórz je proszę, dla mego spokoju
Wpuść mnie do Siebie, do swego pokoju. 
Nie ważne czy stanę się dla Ciebie zabawką
Czy twą prywatną heroiny dawką

Przepędź po prostu te myśli martwe
Nie chcę być z nimi sama na zawsze
Bolą i ranią. Żegnaj...."

Wiersz otwarty, do własnej interpretacji. czasem nachodzi człowieka taka wena,ale nie długo, obiecuje dla was opowiadanie.

PS: Lubicie Yaoi XD Taka mała Ankieta XD

 


Głosuj (0)
Tayoma 12:54:08 4/04/2011 [komentarzy 3] Komentuj

Omatase-shimashita (przepraszam,że kazałam na siebie długo czekać)

Spacer z psem, był najlepszym pomysłem na jaki wtedy wpadłaś. Prze tę krótką chwilę spędzoną w samotności, (Ty na dworze, ja w domu) każde z nas przemyślało kłótnię, zaczętą parę minut wcześniej i chyba właśnie trzeźwe myślenie, sprawiło, iż doszliśmy do wniosku, że nie warto psuć wszystkiego przez coś, co nie jest tego warte. Gdy weszłaś do domu, z zamiarem pogodzenia, słowa utknęły ci gdzieś w gardle i nie chciały spocząć na twych ustach. Spowodował to niesamowity widok. Wszędzie, gdzie spojrzały twoje śliczne oczy, widziałaś zapalone świece, różnej wielkości i maści. Wesołe ogniki tańczyły,  zapraszająco. Odwiesiłaś smycz i zamknęłaś psa w kuchni, gdzie znajdował się jego spoczynek, a on jakby instynktownie zwinął się w kłębek na posłaniu i zasnął. Szłaś wolnym krokiem wśród ścieżki ognia, która zaprowadziła cię do naszej sypialni. Gdy otworzyłaś drzwi, pełno białych piór zatańczyło w powietrzu i cichutko, mięciutko upadło na ziemi, dając złudzenie podłoża z chmur.
“Głuptasek” rzekłaś, dostrzegając mnie przy oknie. Dobrze wiedziałem, że moja sylwetka wśród blasku księżyca i otaczającej ciemności, wygląda tajemniczo, mrocznie, uwodzicielsko. Stałem niczym wampir, czekający na swą ofiarę. O, tak znałem cię bardzo dobrze. Wiedziałem co cię fascynuje. Podszedłem bliżej, jednak nie zatrzymałem się tylko minąłem Ciebie i stanąłem tuż za twoimi plecami.
“Dla Ciebie ściągnę kawałek nieba” uśmiechnąłem się, gdy zadrżałaś czując mój oddech na swym karku. Nie wiem, co wtedy myślałaś, ale mnie podobała się ta zabawa. Delikatnie musnąłem ustami twoją szyję, a ty wstrzymując oddech, przymknęłaś na chwilę oczy. Twoja klatka piersiowa uniosła się delikatnie, pięknie się prezentując, a następnie powoli niczym rozrzucone pióra opadła.
“Co ja gadam, ściągnę i całe niebo” wyszeptałem do twojego ucha, a ty oparłaś swoją głowę na moim ramieniu. Wiedziałem, że jest to zaproszenie, z którego nie potrafiłem zrezygnować. Zacząłem zacałowywać twoją śliczną szyję. Pachniałaś maliną co kręciło mnie jeszcze bardziej. Nęciłaś mnie, tak bardzo, że nie panowałem nad swoimi ruchami. Moje ciało zaczęło samo kierować się własnym rozumowaniem. Ręce zjechały na twoje piersi i delikatnie zacisnęły się na nich. Westchnęłaś. Byłaś naprawdę fascynująca, nie mgłę pojąć dlaczego się pokłóciliśmy. Moje, muszę przyznać sprawne paluszki, dobrały się do twoich guzików w bluzce. Pomimo pożądania, jakie we mnie się gotowało i błagało o wypuszczeni, robiłem wszystko powoli i najbardziej namiętnie jak tylko potrafiłem. Wiedziałem, że przyśpieszenie całej akcji wszystko by popsuło. Wzięcie Ciebie tu i teraz, było by wielkim błędem, gdyż teraz byłem dla ciebie i spełniałem twoje pragnienia, a ty lubiłaś bawić się w romantyzm. Kochałem cię tak bardzo, że wytrzymywałem , twoje kuszenie, z którego nie zdawałaś sobie nawet sprawy. Zatrzymałaś moje ręce, które po rozpięciu wszystkich twoich guzików, zaczęły dopierać się pod twój Jaspisowy* stanik.  Zaprzestałem zabawy z twoja szyją i czekałem na twój ruch.
Obróciłaś się do mnie przodem, a moje ręce spoczęły na twych biodrach.
“Wiesz co lubię” wyszeptałaś z błyskiem w oczach i otarłaś się biodrami, celnie trafiając na moje krocze. Przymknąłem oczy.
“ Kusisz Aniele, kusisz” rzekłem zjeżdżając ręka po twym udzie. Uniosłem je, na wysokość swoich bioder, a ty instynktownie je tam zarzuciłaś. Złączyłem nasze usta. Pocałunki, nie były nieporadne, czy delikatne, o nie, po prostu przeszliśmy od razu do konkretów w tej dziedzinie. W momencie gdy nasze języki tańczyły w namiętnym tańcu. Moja ręka delikatnie błądziła po twym udzie. Nagle zaprzestałaś pocałunków i o opuściłaś nogę. Spoglądałaś na mnie swoimi rozanielonymi oczkami. Twoje usta były opuchnięte od pieszczot. Założę się że nie wyglądałem lepiej. Byłem podniecony, co skutkowało wypukłością w spodniach. “Przeszkadzają ci, prawda?” spytałaś przejeżdżając ręką w okolicach zamka błyskawicznego
Zacisnąłem usta, by nie jęknąć. Mężczyźni nie jęczą. Tak mamy dumę, a ja wiedziałem, że zrobisz wszystko, bym w tej chwili z niej zrezygnował. Odpięłaś powoli zamek u much spodni, a następnie chwytając za koszulkę pchnęłaś mnie. Wylądowaliśmy na łóżku, wśród wirującego białego pierza.
“Jesteś ty ,jest i niebo” wyszeptałaś, wpijając się powrotem w me ust. Już po chwili nasze ubrania wylądowały na ziemi, a ty wiłaś się pod wpływem moich pocałunków na swym nagim ciele. Byłaś idealna i byłaś tylko moja. Zabawa twoimi sutkami, sprawiałam mi jak zawsze niezłą radochę. Ah, to fantastyczne uczucie, gdy nagle twardnieją pod moim językiem… i te twoje jęki. Językiem zjechałem, niżej i tuż nad linią podbrzusza  zatrzymałem się. Podniosłem wzrok… byłaś rozpalona. Delikatnie rozszerzyłaś kolana, dając mi zgodę, z której skorzystałem natychmiast. Mój zwinny język, niczym wąż, wił się, drażniąc twoja łechtaczkę i wargi sromowe, niekiedy zagłębiając się w środek. Tak bardzo zależało mi na odpowiednim przygotowaniu Ciebie i na natrafieniu legendarnego punktu G. Jęczałaś, wijąc się i gdy poprosiłaś o więcej, podniosłem się i zawisłem, nad Toba. Jednym ruchem wszedłem w Ciebie, jęknęłaś, a w twych ślicznych źrenicach, zauważyłem łzy. Jednak po chwili znów, było w nich podniecenie, a ja już nie panowałem nad sobą, tylko zacząłem wprawiać w ruch nasze ciała, od czasu do czasu próbując schwycić twe usta. Nie pamiętam ile razy tego wieczoru to robiliśmy, ale pamiętam, że połowę pozycji z Kamasutry zaliczyliśmy, raz to ja dominowałem na górze, a nie kiedy ty ujeżdżałaś mnie. Wiem jedno było tak fantastyczne, że oboje zatraciliśmy się w niebie i zapominaliśmy o kłótni. Zawsze po stosunku, leżałaś obok mnie i przeczesywałaś palcami moje brązowe włos. Kiedyś stwierdziłaś, że to właśnie przez nie i sposób w jaki są ścięte, przypominam ci istotę namiętności, mrocznego erotyzmu i romantyczności, jakim jest wampir. Tak to one sprawiły iż dnia gdy mnie ujrzałaś, zakochałaś się bez pamięci. Nie pozwólmy, by cokolwiek to zepsuło, bo i ja kocham cię, mój Aniele.



*Jaspis: niebieski, od czarnego do brązowego.


Hm... troszkę tym razem erotyki....ot tak za to że czekaliście wytrwale...
Wybaczcie za błędy stylistyczne, bo za ortograficzne i poprzekręcane słowa przeprasza komputer... mój brat coś zrobił i moja Toshiba wariuje. Pisałam te notkę juz ze trzy razy i dobre dwie godziny, bo nie dość że parę razy się wyłączył to jeszcze tak pozmieniał zdania, że mik chiński wyszedł :D mam nadzieję że jednak coś uratowałam....
Dziękuje, ze czekaliście
 PS: notka Dedykowana mojej przyjaciółce i córce Mokoto. W końcu dla Niej pisana i na jej potrzeby...

 

 


Głosuj (1)
Tayoma 18:38:45 1/02/2011 [komentarzy 4] Komentuj

spóźnione mikołajki

W prezencie i na przeprosiny,że mnie tak długo nie było, wklejam swoje opowiadanie możecie je znać z innego bloga, tez mojego autorstwa do którego zgubiłam hasło/ Jednak wysyłam wam przerobioną i poprawioną  wersje:

 

“Przeklęte Organy”

Ten sam sen powtarzający się w kółko. Jakieś nie zrozumiałe urywki. Ja, polana i przepiękny dźwięk fortepianu. Muzyka którą niósł wiatr, taka…spokojna. Moje serce zwalnia. Czuję się szczęśliwa.
Po prostu sen, a raczej powinnam powiedzieć koszmar! Bo jak inaczej mam nazwać coś, co zaczyna się szczęściem, a kończy TRAGEDIĄ! Wyobraźcie sobie POŻAR! Języki ognie zbliżające się do was, duszący szary dym, smród spalonego ciała. Ból!…cisza.
Znów zlana potem, znów z krzykiem i tak co noc, odkąd ukończyłam piętnaście lat. Już, nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz obudziłam się jakoś normalnie. Przetarłam rękom czoło. Dziś są moje szesnaste urodziny, więc jest to wyjątkowy dzień. Zwłaszcza jeśli widzi się przed swoim łóżkiem nowiutki Keyboard.
-Yataa!! Śliczny!
Zaczęłam wrzeszczeć, jak głupia i o mało nie wyrżnęła bym orła, biegnąc do organów.
-Jak ci się podoba?
Spytał tata, wchodząc do mojego pokoju i siadając na mym, jak że “pościelonym” łóżku. Ziewną przeciągle, a mnie, po mimo tryskającej energii, zrobiło się głupio, że obudziły go moje krzyki.
-Kocham Cię!!!
Rzuciłam mu się na szyje. Bardzo dziękowałam Bogu za mojego tatę, z którym mieszkam od zawsze. Mamy niestety nie pamiętam, bo zmarła przy porodzie. Czy tęsknie? A czy można tęsknić, za kimś kogo się nawet nie poznało.  Tata w kółko powtarza , że była najpiękniejszą kobietą na świecie, o szczerym i dobrym serduszku.
Oczywiście czasem marzę o normalnej rodzinie, ale życie samej, stało się dla mnie codziennością.
Co znaczy samej? Chodziło mi o uczucia. Co prawda, tata zawsze był przymnie, ale nikogo nie było gdy, dorastałam, gdy były smutki i doły, występy itp….. Ni-ko-go. Zaczęłam dzielić ludzi na obcych i kolegów, oraz na tatę, który nie przypadł do żadnej z tych dwóch kategorii.
Raczej nigdy, nie myślałam o szukaniu przyjaciół (wystarczała mi moja mała grupka) i chłopaka, świetnie dawałam sobie w samotności radę. Jednak przyznam się, że zawsze mi czegoś brakowało.
Niestety nikt nigdy mi nie wytłumaczył, do jakiej kategorii uczuć mogę to zaliczyć, wiec olewałam to.
-Kochanie, a może zagrasz coś, swemu ojcu przed pracą?
-Z miłą chęcią.
Spojrzałam na organy. Były przepiękne. Czarne z lśniącą obudową, wypolerowanymi klawiszami i z dużą ilością niebieskich przycisków. Były takie, o jakich zawsze marzyłam. Jednak, było w nich coś dziwnego(mrocznego), jak by….nie miałam omamy. Westchnęłam i włączyłam je. O mało nie zemdlałam z zachwytu, gdy  z klawisza którego nacisnęłam, wydobył się czysty, niczym nie skalany dźwięk.
Ten instrument był niesamowity. Wsłuchiwałam się przez chwilę w tę pojedynczą nutę, gdy nagle moje serce, raz mocno zabiło, a następnie zamarło. Moje ręce same się poruszały i natrafiły na klawisze, wydobywając z nich przecudną melodię, tak dobrze mi znaną. Tylko z skąd?
Słysząc tę muzykę, moje serce stało się jakieś takie lekkie. Poczułam się szczęśliwa i jednocześnie samotna. Nagle zaczęło mi to przeszkadzać, poczułam coś na kształt smutku.
Spojrzałam na ojca, nie przerywając gry. Ten jednak z zamkniętymi oczami i z błogim uśmiechem na twarzy, wsłuchiwał się w moją melodię. Był taki szczęśliwy. Spuściłam głowę, grając dalej. Ta samotność, która zaczęłam pożerać me serce…ona…mnie przerażała. Stawałam się pusta, wewnętrznie.
Szok jednak ogarnął mnie, gdy poczułam jak coś, lub ktoś przytula się do mych pleców, jak czyjeś ręce obejmują mnie w pasie. No właśnie czułam, ale niczego nie widziałam. Samotność, gdzieś uciekła i zastąpiło ja czyste ciepło. “Ta muzyka!” spojrzałam na keyboard “To ta ze snu!”
-Graj dalej mój Aniele.
Usłyszałam szept, tuż przy swym uchu i przerwałam grę. Wszystko znikło: samotność, ciepło, czyjeś oplatające mnie ręce i….koniec. Z przerażeniem w oczach i próbując  złapać oddech spojrzałam na ojca.
-Czemu przerwałaś kochanie? Masz niesamowity talent.
Tata był taki szczęśliwy, jak by nowo narodzony. Taka szczera radość, jaką u niego nigdy nie widziałam. Zmusiłam się do uśmiechu. Nie chciałam go martwić.
-Bo kochany tato, jest już ósma. Muszę szykować się do szkoły, a cały czas siedzę w piżamie.
***
Pierwszy tydzień wyglądał tak, iż  ani razu nie podeszłam  do urządzenia. Cały czas usprawiedliwiałam się dużą ilością lekcji, a prawda była taka, że po prostu się bałam tego co mogło by się stać, gdybym je tylko włączyła. W drugim tygodniu przekonałam się, że jak gram wszystkie inne utwory, tylko nie ten ze snu, to nic się nie dzieje. Muzyka nie dostarczała mi wtedy tych dziwnych uczuć, była może i piękna, ale jakaś taka…zwyczajna.  Jednak z czystej ludzkiej ciekawości, spisałam z głowy nuty, tej dziwnej melodii. Nazwałam ją “Mroczny szept”
Kiedyś, gdzieś w starych książkach przeczytałam niesamowitą historię.  Pewien skrzypek, prawdopodobnie Włoch sprzedał duszę diabłu za możliwość skomponowania najtrudniejszej sonaty skrzypcowej. Dostał też od niego przeklęte skrzypce które, może i pozwalały na tworzenie cuda w muzyce, ale też i osłabiały psychikę osoby grającej. Był najlepszym muzykiem na świecie, aż pewnego dnia, nie wiedząc czemu popełnił samobójstwo. Wielu po nim próbowało, grać “Trele Diabła”(The Devil‘s Trill), bo tak zwała się sonata. Przeklęte skrzypce przechodziły z rąk do rąk., a każdy kto na nich grał, ginął w niewyjaśnionych sytuacjach.  Trele Diabła dostały miano przeklętych i zabroniono ich grać. Później i skrzypce zaginęły bez śladu. Mówią iż czekają gdzieś ukryte na zagubioną owieczkę.
Spojrzałam na te nuty, to nie były sławne Devil’s Trill, ale….” Czy możliwe, że teraz ja? Nie, ja o to nie prosiłam” Moje myśli przerwał dzwonek do drzwi. Tak mnie przestraszył, że rozsypałam wszystkie nuty.
-Lidia!! Tu się ukrywasz!!
Do mojego pokoju wparowały koleżanki z klasy. Zastały mnie zbierającą, jak że cenne kartki.
-O! co to?…. “Mroczny Szept”
Nie zdążyłam nawet mrugnąć, gdy Paula wyrwała mi mój utwór. Wredny uśmiech wkradł się na jej usta co oznaczało tylko jedno…
-Zagraj. Ładnie proszę.
-Nie.
- Może, źle się wyraziłam, więc sprostuje. Masz zagrać i to natychmiast, albo wszyscy się dowiedzą….
-Dobra! Zamknij się. Zagram.
Westchnęłam. Wkurzała mnie. Zawsze gdy czegoś chciała, to choćby po trupach miała iść, pójdzie by dopiąć swego. Pępek świata, Egocentryk i egoista w jednym.
Cała zdenerwowana, zasiadłam do organów i włączyłam je. Dla świętego spokoju, odetchnęłam parę razy i dotknęłam klawiszy. Niesamowity dźwięk wydobywający się z organów i ogarnął cały pokój.
Grając, spojrzałam na dziewczyny i tak jak w przypadku taty, na ich twarzach malował się spokojny uśmiech. Jednak mnie dopadło to co wcześniej. Moje serce zamarło i stało się lekkie. Czułam się szczęśliwa i samotna jednocześnie. Czyjeś ręce…
-Graj mój Aniele i proszę nie przestawaj.
Spięłam się gdy poczułam czyjś oddech na mym karku. Niewyobrażalne ciepło rozlało się po mym ciele.
Grałam, grałam dalej jak mi ten głos kazał. Grałam szczęśliwa, że nie jestem sama.
Rozluźniłam się i pozwoliłam, by mój niewidzialny przyjaciel wzmocnił uścisk. Byłam w niebie, jeżeli tak ten stan mogę nazwać.
-Graj, graj i pozwól mi napawać się twym pięknem.
Ten szept, ten ciepły oddech. On kazał, ja grałam. Dla niego. Dla niego…
-LIDIO!
Krzyk Angeli dotarł do mych uszu. Ocknęłam się i przerwałam. Całe to uczucie znikło, znów zostałam sama. Koleżanki spoglądały na mnie z przerażeniem.
-Coś się stało?
-Ano…tak! Z tobą! Zaczęłaś grać jeszcze piękniej, ale tak jakbyś….
-Jakbyś była opętana
Skończyła za Paulę, Angela.
-No, zaczęłaś się tak dziwnie uśmiechać i twoje ruchy były tak płynne iż zdawało się, że tylko lekko muskasz te klawisze.
W oczach Juli dostrzegłam coś, jak by fascynacja. Dziwnie się poczułam. Czy to prawda, że ja….
-Oj, weźcie i przestańcie…
-Oj nie weźmiemy i nie przestaniemy. Utwór jest przepiękny. Jednak, gdy go słuchałam w jednej chwili poczułam się taka szczęśliwa, a w następnej jak ździra.
Zaczęła Paula.
-No co ty, a ja się poczułam jak bym była Bóg wie czemu winna
Spostrzegła Julia
- A ja tylko szczęście i jak by ktoś próbował mi uświadomić, że to co bronię jest jego.
Zakończyła Angela i wszystkie spojrzały na mnie. Przełknęłam nerwowo ślinę.
- Nic więcej nie czułyście. Na przykład, jak by ktoś was tulił?
-Fiu, fiu-Paula zatoczyła palcem kółka przy skroni-Do reszty jej odbiło.
Coraz bardziej nastawała mi na odcisk. Irytowała jak mało kto. Faktycznie ździra.
-Eh…Lidia? Po prostu daruj sobie ten utwór. Jest dziwny.
-Masz rację Angela. Zaraz się go pozbędę.
Koleżanka przytuliła mnie i obdarowała uśmiechem.
-Dobra koniec tych czułości. Idziemy, bo się zaraz porzygam.
Warknęła Paula i razem z Julią opuściły mój pokój. Angela, jeszcze przez chwilę przyglądała mi się.
-Proszę uważaj. Pa
Szepnęła i dołączyła do dziewczyn.
***
Tydzień późnie, ojciec wyjechał do innego miasta, by tam ciężko pracować. Biedak harował za dwóch, bym miała normalne życie i za to go mocno kochałam. Po prostu mój tata.
Przyznam wam się, że nie pozbyłam się nut. Jakoś tak nie potrafiłam. Co więcej, często zasiadałam i grałam na keyboardzie. Wszystko przez Paulę. Pokłóciłyśmy się i nastawiła przeciwko mnie pół szkoły. Tylko Angela ze mną rozmawiała, ale tylko wtedy gdy nikt tego nie widział. Nie, nie dlatego, że się mnie wstydziła, ale dlatego, że ja tak postanowiłam. Widzicie Angela pojawiła się w naszej szkole w tym roku. Jest cichą i spokojną dziewczyną. Pierwszego dnia gdy ją zobaczyłam, było coś w niej dziwnego, jak by była przymnie już od zawsze, szybko się polubiłyśmy, dla tego nie pozwolę by ktokolwiek ją skrzywdził. No już na pewno nie z mojego powodu.
Zostałam sama z tym problemem. Rozumiecie, pustka w domu i brak osoby, której mogła bym się wyżalić, sprawiły iż poczułam się cholernie samotna i pierwszy raz w życiu ten problem zaczął mi przeszkadzać. Doprowadzał mnie do łez i uczucia bezsilności. Nie wiele myśląc sięgnęłam ku organom, by choć przez chwilę poczuć jak ktoś jest blisko mnie. Tak właśnie, było przez te całe dwa miesiące.
Grałam zawzięcie, nie zważając na nic uwagi. Więź między mną a keyboardem, a raczej tym co w nim siedziało umacniała się z dnia na dzień. Doszło do tego, że nauczyłam się z nim rozmawiać nie czując strachu. Tak z “nim“, niesamowite ile można się dowiedzieć po samym głosie.
On, wytrwale słuchał mych zażaleń i rozpaczy. Pocieszał tak, jak to lubiłam. Cicho, spokojnie, bez głupich kazań. Po prostu tam był i tulił się do moich pleców, a ja grałam. Byłam szczęśliwa i szczęśliwa chciałam pozostać…
Była sobota. Tata pojechał do pracy, a ja znów zostałam sama. Uśmiechnęłam się, gdy wchodząc do swojego pokoju, ujrzałam organy stojące w koncie.
-Już idę do Ciebie.
Szepnęłam i zasiadłam za keyboardem.
Moje palce delikatnie musnęły klawiszy, powodując iż z mego ciała spadł ciężar dzisiejszego dnia.
Po chwili zatracałam się w melodii, która niosła się po całym domu niczym podmuch wiatru. Uśmiechnęłam się i westchnęłam, gdy poczułam znajome ciepło, oplatających mnie rąk.
-Mój Aniele, ślicznie grasz.
Wyszeptał  mi do ucha.
-ah…. Gdybym mogła cię zobaczyć, poznać lepiej.
Powiedziałam dość słabo, gdyż bałam się iż mogę go wystraszyć.
-Myślę mój Aniele, że już możesz.
Odparł i poczułam, jak jego ręce, zjeżdżają wzdłuż moich, splatając nasze palce razem. Zamykając oczy westchnęłam. Z tego wszystkiego oddychałam pogłębiając każdy wdech i wydech. Czułam jak powoli zaczynają mnie piec policzki.
-Otwórz, oczy mój Aniele
Wykonałam polecenie i powoli podniosłam swe powieki. Aż zabrakło mi powietrza, gdy ujrzałam przed sobą… BÓSTWO. No dobra może trochę przesadzam, ale był przystojny? Śliczny? Nie wiem jak to określić… no po prostu cudowny. Na oko był w moim wieku, no może ciut starszy, kruczoczarne włosy, niesamowite spojrzenie oraz postura godna Boga, lub modela.
-Ah
Wyrwało mi się i szybko zakryłam rękoma usta, czerwieniąc się na twarzy. Uśmiechnął się i odciągając mi ręce od ust, ucałował je niczym prawdziwy dżentelmen. Wstrzymałam oddech.
-Jesteś śliczna.
Wyszeptał. Moje serce zamarło, a następnie zaczęło bić jak oszalałe. Na policzki znów wystąpił zdradziecki rumieniec.
-Kim…Kim jesteś ?
-Nazywam się Kornel i jestem… Youkai.
Ostatnie słowo wypowiedział, nieco ciszej. “Youkai”, gdzieś już to słyszałam. No tak z Japońskiego…
Chwila ciszy i moje oczy rozszerzyły się ze strachu. Powoli i spokojnie wycofałam się na odpowiednią dla mnie odległość.
-De…Demon?
Zapytałam, przełykając nerwowo ślinę. Nagle, nie wiem, jak i kiedy, jakaś siła powaliła mnie na łóżko, a bóstwo które okazało się demonem, zawisł nade mną i wpił mi się w usta. To było niesamowite, jeszcze nikt mnie tak w życiu nie całował. Kiedy się podniósł, cała czerwona, z szybkim oddechem, patrzyłam na niego przerażona.
-Myślisz, że mógłbym skrzywdzić Anioła. Nie jestem z tych Youkai. Jesteś dla mnie zbyt cenna.
-Kornel…
Wymówiłam nie śmiało, jego imię. Uśmiechnął się delikatnie i złożył na mym czole pocałunek.
-Wymawiaj moje imię ile zapragniesz, a ja będę szczęśliwy
***
Od tamtej pory stał się moim jedynym prawdziwym przyjacielem. Dla mojego ojca, była to tylko miłość do muzyki, dla mnie za to zmienił się cały świat. Gdy Ojciec był w domu, grałam na organach, obejmowana przez niewidzialne ręce.  Koncert dla Ojca, chwila z nim, dla mnie.
To dziwne, ja zwykła śmiertelniczka, zakochana ze wzajemnością w potężnym Youkai.
Nie bardzo mieściło mi się to w głowie, ale czy to ważne, gdy mogę to nazwać szczęściem.
Zmieniło się wszystko. Wystarczyło, że  raz przyszedł po mnie pod szkołę, a wszyscy znów zaczęli się do mnie odzywać. No cóż większość dziewczyn, po prostu mdlała na jego widok, a chłopcy doszli do wniosku, że skoro ktoś taki zemną chodzi to muszę być fajna. Dwulicowi i zakłamani, tylko Angela, zachowywała się normalnie. Uśmiechała się delikatnie i gratulowała po cichu szczęścia.
Któregoś dnia w mojej szkole został ogłoszony konkurs, na którym znany łowca talentów, miał wybrać nową gwiazdę.  Angela cały dzień, truła mi, jak to ja ślicznie gram i że powinnam wziąć w tym konkursie udział. Kategorycznie odmawiała, tym samym zasmucając przyjaciółkę. To nie moja winna, co prawda grywałam, to na jakiś apelach, czy ogólnie występach, ale nie wyobrażałam sobie, siebie jako gwiazdy czy kogoś sławnego. Tak żyjąc, męczyłabym się każdym dniem. Nie jestem przyzwyczajona do chwały.
-Powinnaś jednak wystąpić.
Próbował mnie przekonać Kornel, jeszcze tego samego dnia u mnie w pokoju. Westchnęłam. Siedziałam, pomiędzy jego nogami i ufnie wtulałam głowę, w jego tors. Oparty o ścianę, delikatnie przeczesywał palcami moje włosy.
-Możemy o tym nie rozmawiać. Nie chcę brać w tym czymś udziału.
-Aniołku masz talent, a z moja kołysanką, na pewno wygrasz.
Podniosłam zdziwiona głowę.
-Mówisz, że  “Mroczny szept” to kołysanka.
-”Mroczny szept” tak to nazwałaś, patrz, a ja naiwnie nadałem temu tytuł “Szept do Anioła”. Tak, była i jest to kołysanka dla Ciebie.
Odwróciłam się do niego, a w moich oczach pojawiły się łzy. Pochylił się i złożył na mym czole pocałunek. Przymknął oczy, delektując się mym zapachem. Byłam tak mocno szczęśliwa, że nie panowałam nad spływającymi z mych oczu łzami. Podniosłam wyżej głowę, zaglądając w jego oczy. Chciałam sprawdzić, czy ze mnie nie drwi.
-Kołysanka…. dla mnie?
Kornel pochylił się i złączył nasz usta w namiętnym pocałunku. Jego ręka delikatnie wkradła się pod moją bluzkę. W tym momencie przestał się liczyć dla mnie świat. Tak, chciałam tego. Nie pragnęłam w tej chwili niczego innego, jak jego całego. Przygarnięta, jego ciepłymi i bezpiecznymi ramionami, oddałam się chwili.
***
Następnego dnia szczęśliwa, jak nikt inny, zaniosłam keyboard do szkoły i zamknęłam go w sali muzycznej.
-Robię to tylko dla Ciebie.
Szepnęłam do zamkniętych drzwi i ruszyłam na lekcje w-f. Po drodze minęłam wściekłą jak osę Paulę.
-Co ona kombinuje?
Przeszło mi przez myśl.
W-f szedł gładko i moja drużyna wygrywała, gdy nagle zadzwonił dzwonek przeciw pożarowy. Jakiś chłopak zaczął się drzeć, że pali się sala muzyczna.  Moje oczy rozszerzyły się ze strachu.
Nie mogłam teraz stracić Kornela. Nie w taki sposób. W sercu rosła panika, a w oczach zbierały się łzy.  Nie wiele myśląc i nie zważając na krzyki innych, pobiegłam w stronę pożaru.
“To przez Paulę! Zazdrościła mi talentu. To na pewno ona!”
Przyśpieszyłam, gdy poczułam już smród spalenizny i w ten na drugim piętrze zatrzymała mnie Julia.
-To gówno, nigdy więcej nie wywoła u mnie poczucia winy.
Zaczęła się śmiać jak opętana. Nie wierzę, a ja oskarżałam Paulę. Z całą wściekłością, jaka mnie ogarnęła pchnęłam Julię, tak iż ta mocno uderzyła o ścianę za sobą.
-NIE NAWIDZĘ CIĘ!!!
Nie patrząc, czy koleżance nic nie jest, popędziłam w stronę dymu. Przepychając się przez uciekających w panice uczniów, wparowałam do sali muzycznej. Moje Organy stały pośrodku tego piekła.
-Uciekaj!!
Usłyszałam Jego głos.
-Nie ma mowy! Nie zostawię Cię!
Odpowiedziałam zrozpaczonym głosem i omijając palące się instrumenty, zasiadłam za Keyboardem. Zaczęłam grać, a moja muzyka rozniosła się echem po korytarzach szkolnych. Wiele uciekających osób zatrzymało się.  Ja grałam dalej. Gdzieś w dali ktoś krzyczał, gdzieś z hukiem spadła deska, a ogień zaczął dobierać się do mych stóp. Jednak ja otulona jego ramionami, nie czułam niczego. Wiodła mnie tylko nasza muzyka.
***
Tylko ja znałam twoja tajemnicę. Tylko ja wiedziałam co tak, naprawdę kryło się w tych organach.
Nakryłam was dzień przed konkursem, chciałam Ci życzyć szczęścia, ale zobaczyłam, że odnalazłaś je w Jego ramionach.
Demon? Co za ironia losu, że demon okazał się lepszym twoim stróżem ode mnie.
-Jest Panienka pewna, że to mam wyryć na płycie?
-Tak, jestem tego pewna.
Niech ta marmurowa płyta wieści wszystkim, że nie umarłaś sama, a Bóg wybaczył grzechu, Tobie i Jemu. Niech nikt was nie rozłączy.
“Tam gdzie jest wielka miłość, tam zdarzają się cuda”- Willa Cather.  Spoczywaj w pokoju w jego ramionach. Moja przyjaciółko, będę twym stróżem na wieki” Kochająca cię na zawsze Angela S.


Głosuj (0)
Tayoma 20:39:10 7/12/2010 [komentarzy 9] Komentuj

"Zegar Biologiczny"

Dziecko budząc się w nocy
Odczuwa strach, strach przed cieniami
Przerażają je kształty, odgłosy i ciche warczenia.
Tak bojąc się własnego cienia
Czeka na światło swego poczęcia

 Dorosły budząc się w nocy
Odczuwa strach, strach przed myślami
Nie zrozumiałymi kształtami, odgłosami, cichymi warczeniami

Tak bijąc się z własnymi myślami
Czeka na światło nie pewnego jutra
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A ja nie chciałam dorosnąć
Zaprzeczając w ten sposób zegarowi biologicznemu
I teraz będąc tym kim jestem
Odczuwam oba strachy...
Moje myśli są cieniami, a cienie myślami
I tylko sama mogę je odczuwać,
Licząc na wsparcie czyiś ramion...
************************************************************************
OD AUTORA:
Tak i do dziś żyje, bawię się i cieszę jak dziecko.
Wybaczcie, ale czasem jak usiądę na parapecie i zacznę rozmyślać nad tym co będzie jak będę już fest dorosła. to bycie dorosłym mnie przeraża,a jednocześnie nie chce zostać dzieckiem na całe życie.
Jestem odpowiedzialna i jednocześnie zdrowo szurnięta
Poważna i jednocześnie potrafię sobie robić jaja.
Umiem się cieszyć z byle czego.
i zastanawiam się czy to źle że taka jestem.
to znaczy nauczyłam się już z tym żyć i zaakceptowałam to, ale może jednak powinnam zejść z lini na jedną ze stron.
Jak myślicie?
PS: Drukarka pojechała do reklamacji...phi...wygrała jędza jedna...Niech tylko wróci, już ja sobie na niej podrukuje :P
Pozdrawiam was czytelnicy, aż milo że ktoś tu jednak wchodzi
buźki
TAYOMA

Głosuj (0)
Tayoma 16:11:07 9/11/2010 [komentarzy 5] Komentuj

"Zegar Biologiczny"

Dziecko budząc się w nocy
Odczówa strach, strach przed cieniami
Przerażają je kształty, odgłosy i ciche warczenia.
Tak bojąc się własnego cienia
Czeka na światło swego poczecia

 Dorosły budzac sie w nocy
Odczówa strach, strach przed myślami
Nie zrozumiałymi kształtami, odgłosami, cichymi warczeniami
Tak bijąc się z własnymi myślami
Czeka na światło nie pewnego jutra

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 










A ja nie chciałam dorosnąc
Zaprzeczajac w ten sposób zegarowi biologicznemu
I teraz będąc tym kim jestem
Odczówam oba strachy...
Moje myśli są cieniami, a cienie myślami
I tylko sama moge je odczówać,
Licząc na wsparcie czyiś ramion...
************************************************************************
OD AUTORA:
Tak i do dzisz żyje, bawie sie i cieszę jak dziecko.
Wybaczcie, ale czasem jak usiąde na parapecie i zaczne rozmyślać nad tym co bedzie jak bedę już fest dorosła. to bycie dorosłym mnie przeraża,a jednocześnie nie chce zostać dzieckiem na całe życie.
Jestem odpowiedzialna i jednoczesnie zdrow szurnięta
Poważna i jednocześnie potrafie sobie robić jaja.
Umiem sie cieszyć z byle czego.
i zastanawiam sie czy to źle że taka jestem.
to znaczy nauczyłam sie już z tym zyć i zaakceptowałam to, ale moze jednak powinnam zejść z lina na jedną ze stron.
Jak myślicie?
PS: Drukarka pojechała do reklamacji...phi...wygrała jędza jedna...Niech tylko wróci, już ja sobie nanie podrukuje :P
Pozdrawiam was czytelnicy, aż milo ze ktos tu jednak wchodzi
buźki
TAYOMA

Głosuj (0)
Tayoma 16:49:22 27/10/2010 [komentarzy 3] Komentuj

Niektóre kobiety się wielbi, inne posówa. Szkoda, że niektórzy meżczyźni mylą pierwsze z drugimi...

Ty widzisz we mnie tylko kobietą z parasolem
Widzisz tylko mą czarna suknie i fakt, że błądze
Wśród nagrobków własnej myśli

Widzisz we mnie ciało
Pożądliwe, subtelne, fizyczne

Ty nie widzisz tego co ON widzi
Dla NIEGO jestem dziewczynką z parasolem
ON widzi mą tiulowo-jedwabną sukienke i fakt, że
Zagubiłam się wśród nagrobków własnych wspomnień

Widzi we mnie duszę
Czystą, najdroższą, przepiękna


Ty chcesz mnie dotykać, ON trzymać za rękę

Ty chcesz mnie obcałowywać, ON składać delikatne pocaunki

Ty mówisz patrz kałuża, ON przeniesie mnie na rękach

ON! Nie widzi we mnie DZIWKI! A KOBIETĘ z którą spędzi resztę życia!

 

TAYOMA

**********************************************************************

OD AUTORA:

Witam raz jeszcze!

Dni są ostatnio ciężkie zwłaszcza jak ktoś walczy z drukarką. Wojna muszę wam powiedzieć jest ostra. Narazie wygrała trzy z pięciu bitew, ale wojnę wygram JA!

tylko jest uzbrojona w najgorszą rzecz, a mianowicie w różowy.  Zamiast drukować na żółto do drukuje na różowo. Robiłam strony testowe i żółty wychodził mi jak kod binarny :)

Jak widzicie, złośliwość rzeczy martwych nie zna granic :)

POZDRAWIAM WAS!!!!

TAYOMA


Głosuj (0)
Tayoma 22:13:47 25/10/2010 [komentarzy 4] Komentuj

Skrzydła Anielskie

***
-Jak myślisz kochanie, czemu ona płacze?
-Myślę, że głodna jest. Spójrz, przecież to dziecko biedne jest.
-Masz rację, ciuchy ma potargane i w ogóle brudna. Może pomóc biedaczce, niech przynajmniej na deszczu nie płacze.
-Zgłupiałaś! A niby, co z tego będziemy mieć? Przestań, weźmiesz takiego brudasa? Sama sobie winna, niech sama sobie radzi.
-Patrz! Ktoś do niej podchodzi, jakaś dziewczyna. Ściąga kurtkę? Daje małej?
-I parasol, też jej daje? Głupia !
-Swoje zakupy, trochę pieniędzy i jakaś kartkę, chyba z adresem?
-Głupia!!
-Idzie tu taj! Zatrzymaj ją!
-Proszę pani, niech pani zaczeka!
-Słucham?
-Z żoną się zastanawiamy, po co pani to zrobiła? Co pani z tego będzie miała?
-Nic, a nic
-Czemu patrzy pani w niebo?
-Ponieważ…Niech Państwo spojrzą na tę dziewczynkę. Jak tuli do siebie te rzeczy, jak się z nich cieszy. Nie wiem co się stało, ze takie ma życie, ale myślę, że nagroda za pomoc, jest jej uśmiech.
-Kochanie, gdzie idziesz?
-Do tego dziecka, najdroższy.

I on pobiegł za nią. Kucnęli przed dzieckiem i ręce wyciągnęli. A ja? Ja mogę ze spokojem wpleść kolejne czyste trzy pióra, w moje skrzydła anielskie.
I patrząc w niebo, Boże już wiem, czemu nazywasz skarbem bezinteresowną pomoc

***
Czasem chciała bym być Aniołem, móc wszystkim rozdawać swe pióra.
Dlatego cieszą się, gdy choć dla garstki z was  jestem oparciem, przyjacielem.
Chcę słuchać waszych serc, opatrywać  je.
Bo wasze problemy są moimi problemami, a moje problemy są dla mojego serca.
Więc śmiało przyjacielu!
Jeśli masz płakać, nie płacz sam. Popłaczmy razem!
Jeśli masz zamiar milczeć, nie milcz sam. Po milczmy razem!
Jeśli masz zamiar się śmiać, nie śmiej się sam. Po śmiejmy się razem?
Tak głośno, by usłyszał o nas świat.
Niech wiedzą, że szczęście istnieje , że wystarczy otworzyć serce, by znikły problemy, a spełniały się marzenia.

TAYOMA

OD AUTORA:
Oh początki są zawsze trudne. :D
Czytając moje w.w. wiersze, pewnie już wiecie jaka ni więcej jestem dziewczyna. Pewnie myślicie niektórzy, „Głupia, naiwna” Mało mnie to obchodzi.

Blog powstał raczej z myślą o WAS. Tak, o Tobie też. Będą tu moje przemyślenia, wiersze, opowiadania. Raz wesołe, raz mroczne, raz smutne i groźne. Ale najważniejsi tu jesteście Wy. To tu, każdy kto ma problem, potrzebę wygadania się lub po prostu szuka przyjaciela, może mi o tym napisać w komentarzach, czy w księdze gości.
Jeśli ktoś się raz zraził do ludzi, może pisać do mnie (nawet anonimowo) na emaila: tamika.tsuruchi@gmail.com
Obiecuje dyskrecje. Wtedy nikt oprócz mnie nie zobaczy tego, a ja obiecuje postarać się odpisywać wam jak najszybciej.

Jeżeli, ktoś zdecyduje się  na pisanie w komentarzach, wtedy pomoc będzie nie tylko z mojej strony
Mam nadzieje, ze na tym świecie SA jeszcze tacy ludzie jak ja, dla których bez interesowna pomoc ma większe znaczenie.

Ps: z góry przepraszam za błedy.

Pozdrawiam
Tayoma.


Głosuj (4)
Tayoma 09:57:57 22/10/2010 [komentarzy 2] Komentuj